piątek, 18 października 2013

brothers aren't lost

                   szczęście rozpiera mnie ...

Zakładając tego bloga myślałam, że będzie on bardzo dramatyczny i że nie będzie w nim nic optymistycznego lub będzie występować w bardzo niewielkich ilościach. Na szczęście kiedy dopadają mnie jakieś "życiowe dramaty" to przeważnie nie mam czasu żeby usiąść i po prostu przelać to na klawiaturę, a później kiedy to ustaje to już w sumie nie ma o czym mówić. 
W ostatnim czasie często przytrafiały mi się chwile słabości, kiedy pod wpływem jakiś myśli, przedmiotów bądź piosenek po prostu siadałam i ryczałam jak dziecko. Tak było aż do wczorajszego popołudnia, a w zasadzie wieczoru. 
Siedziałam przy komputerze i od dłuższego czasu zamierzałam w końcu go wyłączyć i wziąć się za naukę, ponieważ miałam mieć kartkówkę z historii. Nagle zadzwonił telefon, była to jedna z moich przyjaciółek. Spytała, czy mogę na chwilę wyjść, bo chłopaki chcieli ze mną porozmawiać.. Czekałam na tą chwilę bardzo długo, bo mój kontakt z chłopakami urwał się jak zwykle praktycznie z dnia na dzień z błahego powodu jakim były widzi mi się osoby, która okazała się największym kłamcą jaki przytrafił się w naszym życiu. Wracając do telefonu, spytałam czy chłopaki nie umieją sami zadzwonić i się ze mną umówić (nawiasem mówiąc o tym, że nie będą się ze mną widywać poinformowali mnie za jej pośrednictwem). Koleżanka dała mi jednego z nich do telefonu, poprosił mnie o spotkanie. Grzecznie zapytałam czy możemy to załatwić na spokojnie jutro, bo dzisiaj mam dużo nauki i nie mam za bardzo jak wyjść, powiedział że nie ma problemu i odezwie się jutro. Później jeszcze kilka razy Olka wydzwaniała do mnie żebym jednak wyszła, żebym nie zniszczyła tej szansy, że ona długo nad nimi pracowała żeby to przemyśleli. Ale ja tym razem postawiłam na swoim, między innymi dlatego, że nie byłam gotowa z marszu na rozmowę z nimi.
Dzisiaj rano na spokojnie przemyślałam co chciałabym im powiedzieć, chociaż w rezultacie powiedziałam niewiele. Wróciłam padnięta ze szkoły, położyłam się do łóżka i czekałam na telefon. Chciałam się przespać, ale myśli i wszystko inne wokoło spędzało mi sen z powiek. Za każdym razem kiedy ktoś do mnie dzwonił miałam nadzieję, że to któryś z nich. I tak mijała godzina za godziną.. Z minuty na minutę coraz bardziej traciłam nadzieję, że ktokolwiek do mnie zadzwoni. Na szczęście przed 18 otrzymałam długo wyczekiwany telefon i umówiliśmy się za godzinę. Wstałam szybko żeby się ogarnąć, w między czasie powiesiłam pranie i posłuchałam dramatów mojej mamy na temat, że jest ciemno i że mam zaraz przyjść do domu. Poszłam do Empiku i w tym czasie znowu dostałam telefon żebyśmy spotkali się jednak w innym miejscu, akurat w tej galerii, w której byłam. Chodziłam w kółko wzdłuż tych kilku sklepów i wyczekiwałam z niecierpliwością. W końcu przyszli i poszliśmy do pizzerii. Usiedliśmy przy stole i od razu "Prezes" całego tego towarzystwa przeprosił mnie w imieniu wszystkich i wyjaśnił dlaczego tak właśnie postąpili. Później jeszcze jeden trzeźwo myślący z tego towarzystwa powiedział coś od siebie, następnie ja próbowałam się wysłowić, ale mi nie wyszło i oficjalnie powiedziałam, że przyjmuję ich przeprosiny. Posiedzieliśmy tam jeszcze jakiś czas i poszliśmy się przejść po okolicy. I to było właśnie to, czego brakowało mi najbardziej. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak szczerze się śmiałam. To wszystko co oni wyprawiali, co mówili, śpiewali sprawiło, że poczułam się tak jak kiedyś i że wszystko jest okej. Potem nasze spotkanie nie trwało już długo, ale mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli czas na nadrobienie zaległości. Oficjalnie mamy spotkać się jutro. Czy zadzwonią? Zobaczymy :)

a tak nawiasem jeśli ktoś by miał jakieś pytania to zapraszam :)
ask.fm/itsnevertoolate

poniedziałek, 7 października 2013

07.10.2011

to była wczesna jesień 

a może była późna 

jesiennych deszczowych dni 

i tak przecież nikt nie rozróżnia ..


Dzisiaj jeden z moich ulubionych dni w roku: 7 października. Dlaczego ? To dosyć dziwna sytuacja, ale tak już jest i koniec. Zdaję sobie sprawę, że to trochę chore obchodzić rocznicę jakiejś imprezy i pamiętać wszystko co do daty, ale taka już jestem. Otóż 2 lata temu dokładnie 7 października w pewien deszczowy piątek moja ówczesna najlepsza przyjaciółka wyprawiała swoje imieniny. To było drugie nasze spotkanie w tamtym gronie. Nie przypuszczałyśmy, że ten dzień zapisze nam się w pamięci na zawsze, ale tak też się stało. Może dlatego, że to było jedno z niewielu spotkań z tamtą "ekipą". Wszystko tego dnia układało się w jak najlepszym scenariuszu. Już w szkole planowaliśmy wszystkie szczegóły, jak co ma przebiegać. Po lekcjach biegiem leciałam kupić prezent, po drodze zbierając ludzi, którzy by się ze mną złożyli (do dzisiaj nie odzyskałam kasy za prezent, który i tak okazał się za mały). Spotkaliśmy się wszyscy, śpiewaliśmy głośno najpierw sto lat, a potem mnóstwo innych piosenek i podążaliśmy ku naszej miejscówce. Dalej, na miejscu był już tylko spontan.. I właśnie tego, co działo się tamtego popołudnia (wieczoru) nie zapomnę chyba nigdy. Tych wszystkich tekstów, dzikich densów, tej całej atmosfery, która nam towarzyszyła. Nie ma chyba nawet jednego razu żebym przechodząc trasą naszej wędrówki nie wspomniała chociaż przez sekundę tamtego dnia. Kiedyś miałam ogromny żal do tamtych chłopaków, że nasza znajomość tak krótko trwała, że byli z nami tylko wtedy kiedy my coś organizowałyśmy i mogli z tego korzystać. Jeszcze rok temu dusiłam gdzieś w sobie ten żal, ale dzisiaj cieszę się, że mam takie wspomnienia, że mogłam przeżyć coś takiego.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym dzisiaj nie zrobiła sobie samotnego spaceru w tamte rejony. Nawet założyłam tą samą bluze. Od razu po korkach z matematyki załączyłam słuchawki i udałam się w tamtym kierunku. Po drodze spotkałam chłopaków ze starej klasy. Bardzo lubię spędzać z nimi czas, ale dzisiejsze popołudnie chciałam spędzić w samotności. Musiałam więc w jakiś delikatny sposób się ich pozbyć i w sumie mi się to udało. Trochę nadrobiłam drogi, ale cóż. 6 utworów na specjalnej na dzisiaj playliście i w drogę. I wiecie co? Mimo, że od tamtego dnia moje życie zmieniło się o 360 stopni to idąc tą drogą miałam urywki z tego dnia przed oczami, zupełnie jakby to było wczoraj, jakby te 2 lata wcale nie minęły. Booooże mogłabym się rozpisywać na ten temat jeszcze długo, ale w sumie dla ludzi, którzy nie wiedzą o co cho to pewnie jest mega dziwne co piszę. Poza tym jutro czeka mnie sprawdzian z WOKu .. 
trzymajcie się ! ;)

sobota, 5 października 2013

Cześć! ;)

Witam wszystkich cieplutko, mimo chłodu za oknem :)

PannaKarina długo namawiała mnie do założenia bloga aż dzisiaj nadszedł ten dzień.
Z reguły jestem osobą pozytywną i uśmiechniętą, ale kiedy przychodzi do przelewania myśli do tekstu zwykle wychodzą z tego dramaty i tak też pewnie będzie na tym blogu. 
Póki co nie ogarniam co jak się obsługuje, może z czasem uda mi się to wszystko opanować.
W tym momencie mój humor jest raczej tragiczny, więc nie będę tworzyć dramatu już w pierwszym poście, chociaż pewnie by mi to ulżyło.


Mam nadzieję, że mi się tu spodoba i Wam u mnie też :)



na powitanie dorzucam zdjęcie, które udało mi się dzisiaj cyknąć 
podczas sobotniego nudzenia się w domu :)