szczęście rozpiera mnie ...
Zakładając tego bloga myślałam, że będzie on bardzo dramatyczny i że nie będzie w nim nic optymistycznego lub będzie występować w bardzo niewielkich ilościach. Na szczęście kiedy dopadają mnie jakieś "życiowe dramaty" to przeważnie nie mam czasu żeby usiąść i po prostu przelać to na klawiaturę, a później kiedy to ustaje to już w sumie nie ma o czym mówić.
W ostatnim czasie często przytrafiały mi się chwile słabości, kiedy pod wpływem jakiś myśli, przedmiotów bądź piosenek po prostu siadałam i ryczałam jak dziecko. Tak było aż do wczorajszego popołudnia, a w zasadzie wieczoru.
Siedziałam przy komputerze i od dłuższego czasu zamierzałam w końcu go wyłączyć i wziąć się za naukę, ponieważ miałam mieć kartkówkę z historii. Nagle zadzwonił telefon, była to jedna z moich przyjaciółek. Spytała, czy mogę na chwilę wyjść, bo chłopaki chcieli ze mną porozmawiać.. Czekałam na tą chwilę bardzo długo, bo mój kontakt z chłopakami urwał się jak zwykle praktycznie z dnia na dzień z błahego powodu jakim były widzi mi się osoby, która okazała się największym kłamcą jaki przytrafił się w naszym życiu. Wracając do telefonu, spytałam czy chłopaki nie umieją sami zadzwonić i się ze mną umówić (nawiasem mówiąc o tym, że nie będą się ze mną widywać poinformowali mnie za jej pośrednictwem). Koleżanka dała mi jednego z nich do telefonu, poprosił mnie o spotkanie. Grzecznie zapytałam czy możemy to załatwić na spokojnie jutro, bo dzisiaj mam dużo nauki i nie mam za bardzo jak wyjść, powiedział że nie ma problemu i odezwie się jutro. Później jeszcze kilka razy Olka wydzwaniała do mnie żebym jednak wyszła, żebym nie zniszczyła tej szansy, że ona długo nad nimi pracowała żeby to przemyśleli. Ale ja tym razem postawiłam na swoim, między innymi dlatego, że nie byłam gotowa z marszu na rozmowę z nimi.
Dzisiaj rano na spokojnie przemyślałam co chciałabym im powiedzieć, chociaż w rezultacie powiedziałam niewiele. Wróciłam padnięta ze szkoły, położyłam się do łóżka i czekałam na telefon. Chciałam się przespać, ale myśli i wszystko inne wokoło spędzało mi sen z powiek. Za każdym razem kiedy ktoś do mnie dzwonił miałam nadzieję, że to któryś z nich. I tak mijała godzina za godziną.. Z minuty na minutę coraz bardziej traciłam nadzieję, że ktokolwiek do mnie zadzwoni. Na szczęście przed 18 otrzymałam długo wyczekiwany telefon i umówiliśmy się za godzinę. Wstałam szybko żeby się ogarnąć, w między czasie powiesiłam pranie i posłuchałam dramatów mojej mamy na temat, że jest ciemno i że mam zaraz przyjść do domu. Poszłam do Empiku i w tym czasie znowu dostałam telefon żebyśmy spotkali się jednak w innym miejscu, akurat w tej galerii, w której byłam. Chodziłam w kółko wzdłuż tych kilku sklepów i wyczekiwałam z niecierpliwością. W końcu przyszli i poszliśmy do pizzerii. Usiedliśmy przy stole i od razu "Prezes" całego tego towarzystwa przeprosił mnie w imieniu wszystkich i wyjaśnił dlaczego tak właśnie postąpili. Później jeszcze jeden trzeźwo myślący z tego towarzystwa powiedział coś od siebie, następnie ja próbowałam się wysłowić, ale mi nie wyszło i oficjalnie powiedziałam, że przyjmuję ich przeprosiny. Posiedzieliśmy tam jeszcze jakiś czas i poszliśmy się przejść po okolicy. I to było właśnie to, czego brakowało mi najbardziej. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak szczerze się śmiałam. To wszystko co oni wyprawiali, co mówili, śpiewali sprawiło, że poczułam się tak jak kiedyś i że wszystko jest okej. Potem nasze spotkanie nie trwało już długo, ale mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli czas na nadrobienie zaległości. Oficjalnie mamy spotkać się jutro. Czy zadzwonią? Zobaczymy :)
a tak nawiasem jeśli ktoś by miał jakieś pytania to zapraszam :)
ask.fm/itsnevertoolate
Najważniejsze, że mieli odwagę i chęci doprowadzić to do końca i wyjaśnić całą sytuację. Ciekawa jestem czy wyszli z własnej nieprzymuszonej inicjatywy, czy ktoś im pomóc dojść do tego? Oby się odezwali :)
OdpowiedzUsuńpewna osoba delikatnie ich pokierowała, ale gdyby to tylko zależało od niej to by jej nie posłuchali. Musieli też sami dojrzeć do tej decyzji :) póki co jest ok.
UsuńNapisz coś nowego! ._.
OdpowiedzUsuńW końcu wbiję do Ska! I pójdziemy do taty Kuby, hahaha. No i chcę Ślecia poznać! :D
ja nie mam weny do pisania :c
Usuńno ja mam nadzieję :D i na Równoległą pójdziemy, stamtąd do Ślecia blisko ! :)